Od mojego ostatniego wpisu minęło parę tygodni. W tym czasie mieliśmy tu dwa długie świąteczne weekendy, ale wstrzymałam się od pisania o nich. Ileż razy można opisywać na blogu te same święta i uroczystości, które co roku przebiegają w taki sam sposób?...
Po upalnym tygodniu (bardzo słonecznym, z temperaturami przekraczającymi 30 stopni) mamy mglisty, parny, duszny weekend. Trudno oddychać ciężkim, wilgotnym, pełnym pustynnego pyłu powietrzem. Mimo to nie zrezygnowałam z weekendowych nadmorskich spacerów. I znów nasyciłam oczy cudownymi barwami kwiatów, jeszcze bardziej rzucającymi się w oczy na tle szarości.
Rozpoczął się słoneczny, wiosenny tydzień... Pachną kwiaty, na drzewach dojrzewają owoce, od strony morza wieje ożywczy wiatr, a na niebie nie ma ani jednej chmurki... Patrzę sobie tak wokoło i sycę oczy cudnymi barwami... Jednak gdybym miała stwierdzić, który kolor tu przeważa, zdecydowanie wskazałabym na niebieski i wszystkie jego niesamowite odcienie. Jest go tu pełno: błękitne jest niebo i morze, błękitne są drzwi i okiennice... Zobaczcie sami!
 |
| :)) |
I znów koniec karnawału... Przez ulice naszego miasta przetoczyła się wielka parada przebierańców. Teraźniejszość mieszała się z historią, rzeczywistość z baśniami, a polityka z mitologią...
A oto migawki z dzisiejszej imprezy, która trwała do późnych godzin popołudniowych:
Mieszkańcy Limassolu bardzo hucznie świętują karnawał. Chętnie się przebierają i uczestniczą w różnego rodzaju imprezach oraz paradach. Dziś nad morzem przeszła dziecięca defilada przebierańców, obserwowana przez tłumy gapiów. Najmłodszym uczestnikom pochodu towarzyszyli rodzice. Pogoda dopisała, humory - również. A oto garstka zdjęć z dzisiejszej uroczystości:
Graffiti, pokrywające zniszczone ściany kamieniczek w starej części Limassolu, na stałe wpisało się w miejski krajobraz. Co jakiś czas zauważam, że dawne malowidła znikają pod nowymi, dzięki czemu wąskie, ponure uliczki wciąż tętnią życiem i barwami, intrygują i zachęcają do odwiedzin. Cypryjskie graffiti - kicz czy sztuka?... Oceńcie sami! :)
Sobota przywitała mnie pięknym słońcem i... bardzo przykrą wiadomością o śmierci Umberto Eco...
Po południu wybrałam się z rodzinką na spacer. Ciepłe promienie sprawiły, że szybko pozdejmowaliśmy swetry i kurtki, choć od morza wiał dość silny i chłodny wiatr.
O zabawnych olbrzymach, które w czasie karnawału można zobaczyć w różnych częściach Limassolu, pisałam już wiele razy... Dziś aktualizacja i nowe zdjęcia :)). Co sądzicie o tych figurach? Zdobią, przerażają czy może śmieszą?...
Dziś mamy naprawdę ciepły dzień. Po raz pierwszy od ponad dwóch miesięcy biegałam po mieście w sandałkach. Tak lekko obute nogi w końcu same poniosły mnie nad morze...
Jak już wiele razy wspominałam, Cypryjczycy potrafią czerpać z życia pełnymi garściami. Nawet zwykły dzień zamieniają w małe święto, celebrowane w miłym towarzystwie, przy filiżance kawy. Wszelkie okazje są dobrym pretekstem do świetnej zabawy. Również walentynki. W tym roku większość randek i hucznych walentynkowych imprez odbyła się chyba 13 lutego (wiem to choćby z wpisów moich znajomych na Facebooku), a niedziela jest - jak na razie - jakaś taka spokojna... Pewnie dopiero wieczorem kawiarnie zapełnią się zakochanymi parami...
Czy już Wam kiedyś wspominałam, że uwielbiam cypryjską zimę?... Cha, cha, wiem, pisałam chyba ze sto razy o słonecznych dniach, o błękitnym niebie, o wieczorach spędzanych w nadmorskich kafejkach, o barwnych kwiatach i o drzewach uginających się pod ciężarem owoców (bo zimą mamy tu sezon na cytrusy!).