AdSense

wtorek, 1 sierpnia 2017

CO WARTO PRZYWIEŹĆ SOBIE Z CYPRU?

Koronki z Lefkary, alkohol, a może pamiątkowe magnesy na lodówkę? Co warto przywieźć z urlopu na Cyprze?... Takie pytania zadają mi co jakiś czas zarówno czytelnicy bloga, jak i znajomi, którzy się tu wybierają.



Na wstępie napiszę o tym, czego w moim odczuciu nie opłaca się tu kupować: wszystkiego, co można nabyć w naszej ojczyźnie. Dlaczego? Bo na Cyprze prawie wszystko jest znacznie droższe niż w Polsce.

środa, 26 lipca 2017

SOUTZOUKOS W TRZECH KOLORACH

Co to takiego ten soutzoukos?... Parę lat temu napisałam o nim tak:
„A co to jest?" – spytałam [...] męża, gdy robiliśmy zakupy w sklepie z tradycyjnymi cypryjskimi słodyczami i alkoholami. I wskazałam palcem na półkę pełną czegoś, co przypominało mi... no, właśnie – co? Świece woskowe? Kiełbaski? Laski dynamitu?... Hm... Skojarzenia były różne. Tym czymś okazał się przysmak cypryjski, zwany σουτζούκος -soutzoukos. Jak już się chyba domyślacie soutzoukos (w liczbie mnogiej: soutzoukoi) ma podłużny kształt. Smakiem przypomina mi słodką świecę lub gumową rurę, wypełnioną orzechami. Kroi się to na małe kawałeczki, które dobrze smakują jako przekąska do alkoholu.



sobota, 22 lipca 2017

ŚWIĘTA MARINA - UZDROWICIELKA CIĘŻKO CHORYCH DZIECI

W ostatnią niedzielę wybrałam się z teściową, mężem i synem do dwóch kościołów pod wezwaniem świętej Mariny. Pojechaliśmy tam z dwóch powodów: kolejny dzień, tzn. poniedziałek 17 lipca był dniem świętej Mariny, a poza tym chcieliśmy pomodlić się w intencji pewnej osoby z bliskiej rodziny mojego męża i prosić o jej uzdrowienie. Święta Marina słynie z licznych cudów i uzdrowień chorych dzieci. Do pierwszego z kościółków, ukrytego w jakimś niepozornym, niewielkim budynku, który z zewnątrz w żaden sposób nie przypominał cerkwi, prowadziła dość długa droga usłana straganami z tzw. mydłem i powidłem. Skusiłam się na mały zakup i nabyłam soutzoukos w trzech kolorach, o którym wkrótce napiszę. Przed kościółkiem wystawiona była ikona, którą – zgodnie z tradycją – należało ucałować, a następnie pod nią przejść. Potem trzeba było zapalić cieniutką świeczkę i wbić ją w piasek obok wielu innych świec, których dym ulatywał w górę ku czystemu, błękitnemu niebu wraz z prośbami wiernych, którzy je tu ustawili. Następnie weszliśmy do świątynki, całej w złoconych ikonach. Był tam też srebrny wizerunek świętej Mariny...


piątek, 21 lipca 2017

HISTORIA PEWNEJ GAŁĄZKI :)

Jesienią zeszłego roku, pod koniec września, wyprawiliśmy się za miasto, do jednego z pobliskich schronisk dla psów. Przymierzaliśmy się wtedy do przygarnięcia czworonożnego przyjaciela. Niestety, mimo wcześniejszych ustaleń z pracownicą schroniska, na miejscu nie było osoby, która miała nas zaprowadzić do wybranego wcześniej zwierzęcia. Uznaliśmy, że to niepoważne, bo z jednej strony schronisko usilnie prosi na Facebooku o adopcję swoich podopiecznych, a z drugiej – gdy ktoś już się decyduje, by zabrać psa, lekceważy się go. Ponieważ dzień był gorący i słoneczny, a okoliczne pola roztaczały przecudowną woń, postanowiliśmy jeszcze trochę pobyć w owej okolicy. Przecież nie po to tłukliśmy się za miasto, by za moment do niego wracać i do tego z pustymi rękoma. Zajechaliśmy do jednej z okolicznych wiosek, gdzie czas zdawał się zatrzymać w miejscu wiele lat temu. Opustoszałe w czasie popołudniowej sjesty uliczki, stare domki, zadbany, czysty skwerek oraz mała tawerna z bardzo gościnnym i  gadatliwym właścicielem, w której wypiliśmy małą czarną kawę oraz sok pomarańczowy – wszystko to tworzyło niepowtarzalny klimat. Spokój tego miejsca zakłócało jedynie brzęczenie owadów krążących wokół roślin posadzonych w donicach wokół restauracyjki. Jedna z nich bardzo intensywnie pachniała. Okazało się, ze to bazylia. Właściciel tawerny zerwał dla mnie dwie gałązki. „Po powrocie do domu wstawcie je do wody na kilkanaście dni. Gdy puszczą pędy, przesadźcie je do doniczki, a za parę miesięcy będziecie mieli porządny krzak!” – poradził. 

Senna wioska u podnóża gór, wśród łąk pełnych wonnych roślin... :)

niedziela, 16 lipca 2017

WRACAM NA YOUTUBE! :)

Wczoraj wieczorem znów kręciłam filmik... :))
Kochani, tak jak zapowiadałam w poprzednim poście, wróciłam do kręcenia filmików na YouTube. Mam nadzieję, że udostępniane przeze mnie filmowe materiały jeszcze bardziej przybliżą Wam piękną wyspę Afrodyty. Nowy filmik pt. Co nowego w Limassolu? już jest na moim kanale! Tym razem zabiorę Was m.in. na spacer do starego portu i mariny. 

Zapraszam na film! :)  



sobota, 15 lipca 2017

WALKA O CENNE ZŁOŻA

„Coś dzieje się wciąż na Bliskim Wschodzie...” – śpiewał trzydzieści parę lat temu zespół Lady Pank (pamiętacie?) i muszę przyznać, że ten tekst nadal nie traci na aktualności, niestety. Na Bliskim Wschodzie wciąż „coś się dzieje”, ale dawniej ten Bliski Wschód był mi bardzo daleki (dosłownie i w przenośni), a teraz jest blisko, tuż za progiem... Cypr, państewko leżące na styku różnych kontynentów, kultur i religii, wśród  – moim zdaniem – dość trudnych sąsiadów, co i rusz wplątane zostaje w rozmaite zawieruchy i targane przez sprzeczne interesy bogatych, wpływowych państw regionu oraz światowych mocarstw.

Nie inaczej jest i teraz. Gdy parę lat temu w okolicach Cypru odkryto bogate złoża ropy naftowej i gazu, na wyspie zapanowała radość. Po ciężkim ciosie zadanym Cypryjczykom przez kryzys pojawiła się nadzieja, że wreszcie będzie można odbić się od dna i powrócą  czasy dobrobytu! 

pierwsze odwierty w okolicach Limassolu (moje zdjęcie z 2011 roku) 

Dobry nastrój nie trwał jednak długo. Już pierwsze odwierty spotkały się ze sprzeciwem ze strony Turcji. Jak wielokrotnie pisałam, wyspa jest podzielona na dwie części: południową, zamieszkałą głównie przez cypryjskich Greków i północną, gdzie po inwazji tureckiej w 1974 roku utworzono samozwańczą Republikę Cypru Północnego, uznaną jedynie przez Turcję. Od lat trwają próby zjednoczenia Cypru, lecz rozwiązanie cypryjskiego problemu raz się przybliża, raz oddala, ale nie widać finiszu. Z tego, co słyszałam i czytałam w rozmaitych mediach, Turcy chcą, by dochody z wydobycia cennych surowców trafiły również w ich ręce. Cóż, turecka mniejszość stanowi obecnie około 20% populacji wyspy i zrozumiałe jest, że im też coś powinno przypaść w udziale, gdyby... no, właśnie. Gdyby w końcu doszło do zjednoczenia, wszyscy by na tym bardzo skorzystali, ale kolejne negocjacje kończą się fiaskiem, a zagraniczne koncerny naftowe już chcą przystąpić do wydobycia i nie cofną się nawet w obliczu tureckich gróźb. Ekipy m.in. z Francji, Stanów Zjednoczonych, Izraela i Egiptu, pod ochroną wojennych okrętów wysłanych przez każdy z tych krajów wczesnym rankiem 12 lipca rozpoczęły odwierty na głębokość 4250 metrów, na południe od Limassolu, w tzw. bloku 11, gdzie pod dnem morskim mają znajdować się cenne złoża. Tymczasem na poniedziałek, na 17 lipca, Turcja zapowiedziała manewry wojskowe właśnie w tej strefie. Wokół bloku 11 wyznaczono trzy linie – granice strefy: żółtą, pomarańczową i czerwoną. Przekroczenie przez niepowołane statki każdej z tych granic grozić ma określonymi konsekwencjami. Za czerwoną linią dojść może nawet do wymiany ognia... Na razie jest gorący, spokojny, wakacyjny weekend, ale... może to być cisza przed burzą. Tureckie okręty już zbliżają się do celu, a w cypryjskich mediach i w powietrzu wisi napięcie. Jak rozegra się ta sytuacja? Trudno przewidzieć, ale mam nadzieję, że nie dojdzie do kolejnego zbrojnego konfliktu, bo prawdopodobnie znowu najbardziej ucierpieliby na tym mieszkańcy wyspy.

poniedziałek, 10 lipca 2017

ZMIANY W MOJEJ LETNIEJ GARDEROBIE

Poniedziałek. Nowy tydzień, nowe możliwości, nowe zdarzenia...
Dziś postanowiłam napisać coś o letnich ubraniach, a – ściślej rzecz ujmując – o tym, jak zmieniła się moja letnia garderoba podczas ponad siedmioletniego pobytu na Cyprze. Temat na pierwszy rzut oka może wydać się lekki i nieistotny, ale być może okaże się przydatny dla kogoś, kto planuje - długi lub krótki - wyjazd na wyspę Afrodyty.
Zacznę od przypomnienia* o sprawie oczywistej i mającej największy wpływ na to, jak się obecnie ubieram, a mianowicie o cypryjskim klimacie, który znacznie różni się od tego, który mamy w Polsce. Nad zatoką Akrotiri od przełomu marca i kwietnia aż do pierwszych ulewnych deszczy i ochłodzenia, które zazwyczaj nadchodzi dopiero w listopadzie, jest ciepło, bardzo ciepło, upalnie... Przez prawie pół roku w ogóle nie pada! W czerwcu, lipcu, sierpniu i wrześniu jest zazwyczaj tak gorąco, że nawet nie ma mowy o chodzeniu w dżinsach, żakietach, kurtkach i swetrach, półbutach i balerinkach (o ile zamierzamy opuścić klimatyzowane pomieszczenia i wyjść na dłużej na dwór). Te elementy garderoby muszą poczekać do jesieni. Po każdej z krótkich i łagodnych cypryjskich zim pozbywałam się różnych ciepłych rzeczy przywiezionych z Polski, które tutaj były mi zbędne w dużych ilościach i tylko niepotrzebnie zajmowały miejsce w szafach (o tym, co noszę tu zimą, opowiem w grudniu).
Co zatem zdominowało moją letnią garderobę?
1.      Letnie, przewiewne, wygodne sukienki, których kiedyś miałam bardzo mało i nosiłam je od czasu do czasu. Teraz te olbrzymie barwne motyle zajmują mi pół dużej szafy i stanowią podstawę moich wakacyjnych stylizacji.
2.      Krótkie spódniczki i szorty, w których obecnie (z racji wieku i tuszy) wstydziłabym się wyjść w mojej Łodzi na ulicę, a w Limassolu czuję się w nich swobodnie, wtapiając się w barwny tłum roznegliżowanych turystów i miejscowych. Dodam jeszcze, że obok skąpo ubranych kobiet spotykam na co dzień szczelnie okryte warstwami ubrań muzułmanki, ale takie kontrasty nikogo tu nie dziwią - ani nadmiar golizny, ani nadmiar odzienia nie wzbudza tu zainteresowania lub ostentacyjnych reakcji.  
3.      Letnie bluzki, podkoszulki i tuniki (trzeba mieć ich sporo, bo w upalne dni bardzo się tu pocimy i czasem trzeba się przebrać nawet kilka razy dziennie).
4.      Sandałki, których dawniej miałam niewiele (na dany sezon kupowałam zwykle dwie pary), a teraz mam ich ze dwadzieścia par lub więcej i we wszystkich chodzę - w zależności od tego, w co jestem ubrana, zakładam co dzień inną parę, wybieram inny fason, kolor, styl. Oczywiście, przede wszystkim stawiam jednak na wygodę, bo upał w połączeniu z niewygodnym obuwiem to prawdziwa tortura dla stóp i ich właściciela.
5.      Przewiewne bluzki z długim rękawem, które (rozpięte) można zarzucić na podkoszulek i które chronią ramiona przed poparzeniami słonecznymi.
6.       Kapelusze i czapki, które osłaniają twarz i dekolt przed niebezpiecznym, ostrym cypryjskim słońcem.
7.      Okulary przeciwsłoneczne - niezbędna ochrona oczu.
8.      Lekkie plecaczki i nieduże torby, z którymi wygodnie się spaceruje.